Cenna rzeźba „Hutnik”

           NIEWIELE ZABYTKÓW DO DZIŚ ZACHOWANYCH PAMIĘTA POCZĄTKI USTROŃSKIEJ HUTY „KLEMENS”. JEDNYM Z NICH JEST LEGENDARNA RZEŹBA Z PIASKOWCA, PRZEDSTAWIAJĄCA ZAŁOŻYCIELA USTROŃSKIEGO PRZEMYSŁU ALBRECHTA KAZIMIERZA SASKO – CIESZYŃSKIEGO JAKO HUTNIKA. ZABYTEK TEN, PO PONAD PÓŁ WIEKU PONIEWIERKI ORAZ 8 LATACH CIĄGNĄCYCH SIĘ PRZESZKÓD BIUROKRATYCZNYCH, POWRÓCIŁ DO MUZEUM USTROŃSKIEGO 15 PAŹDZIERNIKA 2015 R.    CZYM BYŁA TEN POSĄG, W JAKICH OKOLICZNOŚCIACH POWSTAŁ I DLACZEGO JEST DLA NAS TAKI WAŻNY? 

jedyne zachowane stare zdjęcie HutnikaTŁO HISTORYCZNE „HUTNIKA”

             Historia rzeźby Hutnik rozpoczyna się, podobnie jak wiele ważnych dla naszej małej ojczyzny wątków, w drugiej poł. XVIII w. Zostają odkryte rodzime złoża rudy żelaza, a arcyksiążę Albrecht Kazimierz Sasko – Cieszyński postanawia założyć w Ustroniu hutę tegoż surowca. Co więcej,  możnowładca  zleca, aby cały kapitał uzyskany z podejmowanej akurat parcelacji gruntów folwarcznych przeznaczyć na sfinansowanie budowy nowoczesnego jak na owe czasy ośrodka hutniczego. Wiekopomny jest dla Ustronia październik 1771 r., kiedy to rozpalony zostaje pierwszy ogień w prymitywnym jeszcze wielkim piecu, który zyskuje imię św. Klemensa oraz w jednej fryszerce – formie pieca, w której surówka wielkopiecowa przerabiana jest na stal. Na razie są to wytopy próbne, a sztuka ta doskonalona jest  w nowym 1772 r., który oficjalnie uznany zostaje za rok rozpoczęcia działania ustrońskich zakładów przemysłowych. Zakończenie budowy całego ośrodka hutniczego wraz z odpowiednimi obiektami trwa aż do końca 1774 r., o czym donosi w raportach Józef von Gotschalkovsky, nadregent Komory w Cieszynie. Połowa lat 70. XVIII w. przebiega w Ustroniu pod znakiem przebudowy pierwotnego pieca wytopowego na nowoczesny jak na owe czasy wielki piec. Równocześnie trwają prace związane z utworzeniem jazu i odnogi wodnej, czyli kanału wodnego „Młynówka”, który rozpoczyna się na Obłaźcu, a prowadzony jest  lewym brzegiem Wisły sukcesywnie do każdego z ustrońskich zakładów. Jego siła napędza machiny hutnicze oraz urządzenia nadmuchowe wielkiego pieca, kuźnic, walcowni, kanałem spławiane jest drewno bukowe z górskich lasów, a w mielerzach wzniesionych w pobliżu ośrodka przemysłowego wypalany jest węgiel drzewny niezbędny w procesie wielkopiecowym. Drugą w kolei inwestycją przemysłową w Ustroniu jest kuźnica „Adama”, zlokalizowana w dolnej części miejscowości, na terenie późniejszej Kuźni. Ta początkowo nieduża hamernia powstaje w 1780 r. obok budynku oficjalistów dawnego folwarku. W krótkim czasie główny ośrodek rozbudowany zostaje o kuźnicę „Jana”, która odgrywa później znaczną rolę w dostarczaniu świeżej gierzyny dla potrzeb słynnych ustrońskich kąpieli żużlowych w łazienkach przy hotelu „Kuracyjnym” mieszczących się po przeciwnej stronie drogi. W dziesięć lat po założeniu huty w 1782 r. jej produkcja wynosi aż 210 t żelaza, co stanowi niespełna 40% ówczesnej łącznej produkcji hutniczej całego Śląska Austriackiego. W 1790 r. Ustroń słynie już z wyrobu gwoździ oraz pocisków do armat. Przez kolejne dziesięciolecia XIX w. z trzech stron świata dobudowane zostają do zakładu wielkopiecowego kolejne obiekty, na skutek czego jego powierzchnia zwiększa się czterokrotnie. Tylko południowa część, granicząca ze stawem, siłą rzeczy pozostaje niezmieniona.

POWSTAJE RZEŹBA „KU CZCI”

           Wejście do huty „Klemens” prezentuje się, jak na owe czasy, efektownie. Budynek nakryty jest dwuspadowym symetrycznym dachem, z fasadą dekorowaną wieńczącym gzymsem arkadowym, takim samym jaki do dziś dodaje charakteru obiektowi Muzeum Ustrońskiego.  Jednopiętrowy gmach huty jest dziewięcioosiowy, w części środkowej podkreślony przez trójosiowy frontalny ryzalit zwieńczony dwuspadowym dachem wspartym na drewnianych kroksztynach. U szczytu widnieje herb Komory Cieszyńskiej, a pod nim napis „Clemenshütte” wśród okalających go symetrycznie symboli młotków hamerskich. Wrota, usytuowane na osi centralnej  są dwuskrzydłowe, zakończone łukiem odcinkowym i wyróżniają się bardzo wysokim nadświetlem. Również łukiem zakończone są otwory okienne. Powierzchnia szyb podzielona jest szprosami na drobne kwatery, charakterystyczne dla ówczesnego budownictwa przemysłowego. Nad dachem ryzalitu z prawej strony widoczna jest monumentalna kopuła wielkiego pieca, a nad nim góruje wieża wyciągowa z półkolistymi okienkami i wieńczącym ją od północnej strony okrągłym zegarem fabrycznym.  Nigdy nie ujrzymy, co działo się po przekroczeniu tych drzwi. Nie zachowały się żadne fotografie ani materiały dokumentujące wnętrze zakładu. Ale najprawdopodobniej tam właśnie początkowo znajduje się rzeźba hutnika, którą zarządca huty zamawia początkiem lat 90. XVIII w. Kamienna figura przedstawiać ma Albrechta Kazimierza przyodzianego w symboliczne elementy munduru branżowego, tym samym upamiętniając zasłużonego założyciela przemysłu, który przyczynił się do tak znacznego rozwoju Ustronia. Dotychczas nie odkryto, komu zarządca huty zleca wykonanie dzieła. Mógł to być jeden z „dyżurnych” dworskich artystów, ale bardziej prawdopodobnym jest, iż wyszło ono spod dłuta skoczowskiego rzeźbiarza Wacława Donaya, co na dzień dzisiejszy trudno ustalić. Na Donaya wskazuje zarówno czas powstania jak i stylistyka posągu. Skoczowskiemu rzeźbiarzowi przypisuje się również (bez potwierdzenia w archiwaliach) dwie grupy rzeźbiarskie śś. Józefa i Jana Nepomucena – umieszczone przed fasadą ustrońskiego kościoła pw. św. Klemensa. W każdym razie specjaliści zarówno z Muzeum Śląska Cieszyńskiego jak i z bielskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków przychylają się do hipotezy zarówno dotyczącej autorstwa Donaya jak i  przypuszczenia, iż rzeźba może faktycznie przedstawiać naszego „hutniczego arcyksięcia”.

037

JAK WYGLĄDAŁ „HUTNIK” I CO Z NIEGO POZOSTAŁO?

      Nasz „Hutnik” wykonany jest z piaskowca. Waży 450  kg,  mierzy 158 cm, z cokołem 181 cm. Rzeźba, pomimo na pozór kiepskiego stanu zachowania, urzeka dystynkcją na miarę ozdoby poważnego XVIII – wiecznego zakładu przemysłowego. Przedstawia mężczyznę w stroju składającym się z elementów śląskich mundurów górniczo – hutniczych z przełomu XVIII i XIX w. Twarz mężczyzny, pierwotnie przystojna, do złudzenia przypomina oblicze Albrechta Kazimierza, które podziwiać możemy na całkiem sporej ilości ogólnodostępnych portretów. Mundur uzupełniają ewidentne detale ubioru wyższych warstw społecznych, które z rzeczywistości zwykle w parze z tymże uniformem nie funkcjonowały. Pod czako widać perukę nowocześniejszego wówczas typu – z warkoczem z tyłu zwanym harcapem, przewiązanym na końcu kokardą. Uwagę zwracają bardzo wyrafinowane pantofle zdobione klamerkami. Jednym słowem  – prawdziwy arcyksiążę przedstawiony jako hutnik. W czasach dawnej świetności w lewej dłoni trzymał on ręczną dmuchawę, która dodawała mu fasonu. Pytając o fachową opinię na temat stanu zachowania rzeźby usłyszeliśmy określenie „destrukt”. To prawda, po 225 latach istnienia i narażenia na szkodliwe warunki atmosferyczne stracił wiele z dawnego szyku.  Brakuje mu obu rąk, zatem także i wspomnianej dmuchawy,  czas pozbawił go nosa, a cały przód stylowego munduru pełnego zakładek i guzików oraz, co najgorsze, twarz naszego bohatera zniszczone są za sprawą gęstego lepiku niewiadomego pochodzenia, co wywołuje bardzo żałosne wrażenie. Przez jakiś czas pozbawiony był również głowy i stąd zapewne utrata nosa. Przyklejono ją po mistrzowsku, ale pod minimalnie innym kątem, stąd „arcyksiążę” patrzy dziś na nas z nieco innej perspektywy.

HUTNIK PRZENOSI SIĘ PO RAZ PIERWSZY

      Wraz z nastaniem nowego, XIX stulecia naprzeciw głównego wejścia do huty zostaje wzniesiona  siedziba jej dyrekcji, w której znajdowało się także mieszkanie dla zarządcy zakładu. Okoliczności powstania tego obiektu, w którym mieści się dziś Muzeum Ustrońskie, również pozostają dla nas nieznane. Wiemy tylko, iż pierwotnie był parterowy i znacznie mniej okazały. Obserwacje poszczególnych elementów bryły budynku nasuwają założenie, iż pierwotnie istniała tylko tylna część obiektu, mieszcząca obecną salę z wystawą etnograficzną oraz pomieszczenia magazynowe i socjalne. Tam znajdujemy najgrubsze i najsolidniejsze mury oraz pięknie sklepione piwnice, w których jeden z korytarzy, teraz ślepy, prowadził ongiś, według relacji ustnych, do tajnego, podziemnego przejścia miedzy dyrekcją huty a hotelem „Kuracyjnym”. O tym najstarszym ustrońskim założeniu przemysłowym niezwykle ciekawie pisze Barbara Poloczkowa w artykule „Dzieje starego młyna w Ustroniu i rodziny młynarzy Kralów” podając np., iż w 1787 r. na publicznej licytacji posiadłości likwidowanego Zakładu Wychowawczego w Ustroniu Jerzy Kral dokupuje z górnoustrońskiego folwarku staw zwany „Bagniok” za cenę 151 talarów. Jak nam wiadomo, staw ten pozostaje w rękach rodziny Kralów do 1832 r. Bardzo możliwe jest zatem, iż później przejmuje go zarządca huty z przeznaczeniem na  rezerwuar wody służącej do napędu maszyn, zapewne przy tym go powiększając. O żadnym stawie w okolicy nic nie wiadomo, dlatego nasuwa się przypuszczenie, iż dawny „Bagniok” jest tym samym zbiornikiem co do dziś istniejący popularny staw kajakowy. Zresztą cały obiekt huty powstał w bezpośrednim sąsiedztwie młyna Kralów, a częściowo na jego gruntach, bowiem młynarzowi zabrano najlepsze pola pod zabudowę zakładu i ogrody dla jego urzędników. Wybór właśnie tego miejsca na kolebkę przemysłu uzasadniony zostaje bardzo korzystnym położeniem terenu – w pobliżu rzeki Wisły, którą spławiano drewno do wypalania w mielerzach, nieopodal głównej drogi z Cieszyna i okolicznych wsi, z których dowożono rudę żelaza, a także tuż obok odnogi Wisły, która uruchamiała koła wodne młyna i tartaku Kralów. Przekonujemy się tutaj, iż rodzaj „młynówki” istniał tutaj na długo przez uruchomieniem tego kanału służącego do celów przemysłowych. Najprawdopodobniej stanowiła ona bazę pod budowę zachowanego do dziś najstarszego w Ustroniu zabytku hydrotechnicznego.

Wyobraźmy sobie nową siedzibę dyrekcji huty, w której znajduje się biuro oraz mieszkanie dla zarządcy, otoczoną ogrodami i sadami. Tam właśnie trafia nasza rzeźba po 1800 r. Niecałe pół wieku później przychodzi „Hutnikowi” zamieszkać w znacznie bardziej imponującym gmachu, gdyż w 1844 r. obiektowi dobudowane zostaje piętro oraz dwa okazałe pomieszczenia od strony zachodniej (dziś sale wystaw czasowych).  Wcześniej jeszcze, w 1820 r.  rozbudowuje się huta, gdyż od zachodu wzniesiona zostaje odlewnia, która z czasem przejmuje miano „Elżbiety” na cześć małżonki cesarza Franciszka Józefa zwanej „Sissi”.

MAJESTATYCZNY WŁADCA HUT I NIEZWYKLE CENNA RELACJA JANA WANTUŁY

        Ustroń nigdy nie zdoła wyrazić należnej wdzięczności Janowi Wantule, pisarzowi ludowemu, bibliofilowi, a także hutnikowi za cenne informacje, między innymi jedyne źródło wiedzy o omawianej figurze. Na „Kartach z dziejów ludu Śląska Cieszyńskiego” czytamy:  „W półciemnej sieni domu, gdzie bywały biura szmelcowni, stała od pamięci kamienna rzeźba hutnika w uniformie górniczym i nieraz nieświadomych rzeczy wprowadzała w błąd, w złudzenie, że to rzeczywiście żywy człowiek stoi. Kłaniano się „hutnikowi” z ręczną „dmuchawą”. Podobno raz jakiś góral – prostaczek stanął przed figurą pokornie z czapką w ręku, prosząc o przyjęcie synka do pracy i nawet złożył jej do nóg podarunek w postaci pstrągów, które sprytny woźny Moczygęba (tak się nazywał) zabrał dla siebie – odpowiadając za obdarowanego niemowę – hutnika, że chłopca przyjmie później do pracy”. Tak więc rzeźba, którą nazwałam „symbolicznym władcą hut” budzić musiała respekt. To był zdecydowanie najlepszy okres w dziejach bohatera tego artykułu. Mroczny, sklepiony hall był doskonałym miejscem w którym mógł wydawać się żywym człowiekiem. Zresztą do dziś w całym Muzeum, także przy biurku naprzeciw wejścia siedzą manekiny w zabytkowych strojach, przedstawiające sceny rodzajowe z dawnego Ustronia. I pomimo pełnego światła wielu ludzi kłania się im, biorąc za żywych pracowników, u których chcą np. kupić bilety.

DEGRADACJA HUTY ORAZ ARCYKSIĄŻĘCEJ RZEŹBY

         W połowie XIX w. pozycja ustrońskiej huty zaczyna się stopniowo zmniejszać. W 1860 r. prosperujący przy wielkim piecu zakład mechaniczny  kierowany przez Emanuela Kotucza zostaje przeniesiony do dolnego Ustronia, na teren młotowni „Adama”.  Tam cztery lata później powstaje słynny Arcyksiążęcy Zakład Budowy Maszyn  specjalizujący się w konstrukcji solidnych i skomplikowanych urządzeń dla całego ogromnego potencjału wytwórczego górnictwa węglowego, hutnictwa i przemysłu przetwórczego Komory Cieszyńskiej, dowodzony przez niezastąpionego  inż. Emila Kuhlo. W 1877 r. zlikwidowana zostaje dochodowa walcownia żelaza „Hildegarda”, znajdująca się w górnym Ustroniu (na terenie obecnego Nadleśnictwa). Huta z odlewnią odchodzą na drugi plan – najważniejszy jest Zakład Budowy Maszyn, stanowiący osobną jednostkę organizacyjną. Zakład Wielkopiecowy funkcjonuje odrębnie skupiając hutę „Elżbiety” (wielki piec z odlewnią) oraz kuźnicę „Teresy” na Polanie i młotownię „Alberta” ( „na Hamrze”, poniżej „Prażakówki”. W skład żadnej z jednostek nie wchodzi już młotownia „Krystyna” współistniejąca z walcownią, całkowicie unieruchomiona w 1885 r. Zasoby lokalnego drzewostanu bukowego nieuchronnie się kończą, a pokłady rudy wyczerpują. Odległe położenie od dróg handlowych oraz kopalń węgla, nieopłacalność transportu surowców i wyrobów furmankami, a także zbyt późne doprowadzenie kolei do Ustronia  wpływają na  decyzję o likwidacji wielkiego pieca w 1897 r., a wiele innych urządzeń wraz z kadrą robotniczą przeniesionych zostaje do huty w Trzyńcu. W styczniu 1907 r. ostatecznie unieruchomiona zostaje odlewnia „Elżbieta” i od tej chwili zakład stopniowo popada w ruinę do czasu, gdy niecałe pół wieku później zostaje przebudowany na Technikum Kuźnicze. Wróćmy jednak do 1907 r.

„HUTNIK” PRZENOSI SIĘ PO RAZ DRUGI

      Nie wiadomo kiedy figura opuszcza byłą już siedzibę dyrekcji huty, pewnie wraz z pojawieniem się pierwszych lokatorów. Możliwe, że jeszcze przed 1912 r., kiedy to wszelkie fabryczne urządzenia, budynki oraz tereny rolnicze przejmuje wiedeńska spółka, a zakład istnieje pod nazwą Fabryka Śrub i Wyrobów Kutych – „Brevillier – Urban”. Przez jakiś czas rzeźba stoi na dziedzińcu pomiędzy północną ścianą budynku a pomieszczeniami gospodarczymi. Przypuszczamy, że to z tego okresu pochodzi jedyne zdjęcie naszego posągu, na którym prezentuje się w pełnej krasie, z dmuchawą i niezniszczoną twarzą. Brakuje mu tylko prawej ręki – od dłoni do łokcia. Zachowane są za to obficie fałdowane rękawy, po których dziś nie ma już śladu. Podobnie jak po symbolu hamerskich młotków, zdobiących cokół pomnika.  Imponujące izby opuszczonego budynku sukcesywnie dzielone są na coraz mniejsze pomieszczenia. Pełni on funkcję mieszkalną do 1969 r., a do 1984 r. mieszczą się w nim dodatkowe sale lekcyjne wspomnianego Technikum Kuźniczego. 18 kwietnia 1986 r. następuje uroczyste otwarcie Muzeum Hutnictwa i Kuźnictwa.

PRZENOSIMY SIĘ W XXI W.

      A dokładnie do 2007 r., kiedy to Alicja Michałek, etnolog w Muzeum Ustrońskim, a także wielbicielka ustrońskich tradycji przemysłowych oczarowana wszelakimi tajemnicami huty „Klemens” upiera się, aby odzyskać „Hutnika”. Jednak nic na temat rzeźby nam nie wiadomo oprócz tego, iż przed laty, na długo przed otwarciem ustrońskiej placówki została oddana w depozyt do Muzeum w Cieszynie. I że prawdopodobnie stoi teraz w Parku Pokoju, chociaż nie jest to pewne, gdyż posąg trudno rozpoznać. Jedziemy do Cieszyna wraz ze starym zdjęciem i identyfikujemy naszego „Hutnika”, który w 2002 r. trafił do lapidarium parku. 24 września 2007 r. dyrektor Muzeum Lidia Szkaradnik zwraca się z prośbą do Bogdana Ficka, Burmistrza Miasta Cieszyna o przekazanie rzeźby „Hutnik”. 1 października 2007 r. na przekierowane do Muzeum Śląska Cieszyńskiego pismo odpowiada dyrektor Marian Dembiniok informując, że wspomniana rzeźba nie figuruje w depozycie instytucji, co dowodzi, iż podczas jej czasowego przekazania nie została spisana umowa depozytu. Ponadto Muzeum Śląska Cieszyńskiego nie zgłasza do rzeźby żadnych roszczeń. 22 października 2007 r. burmistrz Cieszyna wyraża zgodę na przekazanie rzeźby „Hutnik” Muzeum Ustrońskiemu, jednocześnie kierując sprawę do zarządzającego Parkiem Pokoju Miejskiego Zarządu Dróg w Cieszynie, gdzie ma być spisany protokół przekazania. Jednak, ze względu na kwestie formalne, sprawa zostaje odroczona.

ROK 2012 – PRZYGOTOWUJEMY SIĘ DO NADEJŚCIA „HUTNIKA”

     20 czerwca 2012  r. Muzeum Ustrońskie zwraca się do Miejskiego Zarządu Dróg w Cieszynie o umożliwienie odzyskania rzeźby „Hutnik”, motywując prośbę perspektywami konserwacji figury oraz wyeksponowania jej w przymuzealnym skansenie przemysłowym. Sprawa trafia pod pieczę kierującej Działem Zieleni Miejskiej i Oczyszczania Miasta Janiny Strach, która zostaje naszą sojuszniczką. Pani Janina, chcąc aby nie zabrakło nam argumentów w dalszej „walce” 4 lipca 2012 r. zwraca się do bielskiej delegatury Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach z pismem o wyrażenie opinii  odnośnie zwrotu  rzeźby do Muzeum Ustrońskiego, jednocześnie prosząc o informacje dotyczące obiektu. Na to Konserwator odpowiada, iż nie posiada żadnej dokumentacji przekazania rzeźby w depozyt do Muzeum w Cieszynie, dysponując jedynie kartą katalogu naukowego z 2005 r., załączoną do pisma, na której zaznaczone jest, że obiekt prawdopodobnie znajdował się koło huty w Ustroniu. Jednocześnie Konserwator oświadcza, iż zabytek powinien powrócić do Ustronia, zarazem obligując nasze Muzeum do sporządzenia opracowania naukowego dokumentującego obiekt, określenia sposobu jego przeniesienia oraz  programu prac konserwatorskich, a także przedstawienia propozycji ekspozycji rzeźby. Planujemy wszystko bardzo dokładnie. Na północnej fasadzie Muzeum, od strony podwórza zaadaptowana zostaje stylowa, łukowo sklepiona wnęka, przeznaczona dla „Hutnika’.  Ongiś znajdowały się tam tylne drzwi, przez które wychodzono po kilku wysokich schodach, podczas adaptacji na Muzeum zamurowane. Stworzona zostaje również wizualizacja komputerowa przedstawiająca „Hutnika” zainstalowanego we wnęce. Ustalamy szczegółowy plan odspoinowania i transportu. Długo szukamy odpowiedzi na pytanie jak wykonać projekt konserwacji rzeźby. Naszym głównym argumentem jest fakt, iż aktualna lokalizacja obiektu nie sprzyja dobremu stanowi zachowania posągu, a z roku na roku ulega on znacznej destrukcji, głównie ze względu na podatność piaskowca na działanie niekorzystnych warunków atmosferycznych. Tymczasem Muzeum Ustrońskie zdoła zapewnić rzeźbie godne warunki ekspozycji w miejscu zabezpieczonym przed bezpośrednim wpływem środowiska zewnętrznego. Planujemy  oczyszczenie posągu z mchów oraz nacieków i przebarwień, jak również impregnację dzieła. Za absolutnie konieczne uznajemy dosztukowanie nosa celem zachowania autentycznego wyglądu oblicza „Hutnika”, a w dalszej kolejności także i rąk. Przekonać konserwatora ma nie tyle opracowanie naukowe dokumentujące obiekt, co następujące argumenty:

1. Muzeum Ustrońskie dąży do odzyskania rzeczonego dzieła, gdyż stanowi ono istotne materialne świadectwo początków tradycji przemysłowych miejscowości, stanowiących istotny element tożsamości lokalnej.

2. Ponadto przedstawia ogromną wartość dla Ustronia jako jeden z bardzo niewielu zabytków sięgających swą proweniencją do początków miejscowego przemysłu.

3. Rzeźba, znajdując się w szeregu przypadkowych, nie związanych z sobą merytorycznie dzieł, traci swą unikalność i dostojeństwo, niszczejąc pod wpływem szkodliwych warunków atmosferycznych.

4. Natomiast po przeniesieniu na teren Muzeum Ustrońskiego byłaby odpowiednio doceniona w miejscu, z myślą o którym została sporządzona, zachowując tym samym kontekst historyczny jej usytuowania.

5. Znacznie korzystniejsze jest dla zabytku bycie jednym z najważniejszych obiektów w Ustroniu, niż nic nie znaczącym i zaniedbanym w Cieszynie. 6.  Poza tym zostałaby właściwie spopularyzowana, a legenda z nią związana korzystnie wpłynęłaby na atrakcyjność turystyczną naszej placówki kulturalnej.

21 grudnia 2012 r. Alicja Michałek przekazuje Wojewódzkiemu Konserwatorowi wszystkie opracowane dokumenty.

ROK 2013 – PRAWIE JUŻ MAMY „HUTNIKA”, ALE…

    2 stycznia 2013  r. otrzymujemy pismo: „Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Katowicach, delegatura w Bielsku – Białej po zapoznaniu się z przedłożoną przez Muzeum Ustrońskie dokumentacją – wizualizacją przyszłej lokalizacji rzeźby, opisem sposobu przeniesienia obiektu, dokumentacją naukową posągu oraz programem prac konserwatorskich autorstwa Alicji Michałek stwierdza, iż obiekt zostanie fachowo i bezpiecznie przetransportowany, a następnie wyeksponowany w zadaszonej wnęce w ścianie budynku głównego Muzeum Ustrońskiego. Ze względu na to, że rzeźba ma unikatowy charakter, jest związana z miastem Ustroń i jej przeniesienie na pierwotną lokalizację leży w interesie społeczeństwa i kultury regionu, a także ze względu na to, że przeniesienie zapewni jej fachową konserwację i lokalizację oraz właściwe otoczenie w skansenie przemysłowym -Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Katowicach, delegatura w Bielsku – Białej opiniuje sprawę  pozytywnie”. Konserwator nie ma żadnych uwag! Czekamy z niecierpliwością na dogodną do transportu pogodę! 7 lutego 2013 r. w Gazecie Ustrońskiej pojawia się artykuł autorstwa Katarzyny Szkaradnik zatytułowany „Powrót „Hutnika”,  który przewidywany jest po zejściu większych śniegów. Długo oczekiwane wydarzenie planujemy na koniec kwietnia. Niestety, w tym czasie następuje śmierć bliskiej krewnej prowadzącej sprawę. Transport zostaje odroczony o kilka dni. Po licznych telefonach do Miejskiego Zarządu Dróg okazuje się, że trzeba znów czekać na formalności. Następnie otrzymujemy informację, że oddanie nam „Hutnika” jest niemożliwe! Nie posiadamy tytułu własności rzeźby, zatem nie może ona zostać przekazana!

DO KOGO NALEŻY RZEŹBA?

     Kto mógł posiadać tytuł własności? Habsburgowie? Fabryka Brevillier – Urban? Nie istniejąca już Kuźnia Ustroń? Nie wiemy nawet dokładnie jakie były okoliczności przekazania „Hutnika” do Cieszyna? Radca prawny Tomasz Szkaradnik stwierdza, że domniemanie własności oparte tylko na legendach nie wystarczy. Nie mamy w ręku twardego dowodu, że „Hutnik” jest nasz i przekazaliśmy go w depozyt. Zaczynają się poszukiwania. Na początku stawiamy hipotezę, iż posąg oddany został do depozytu przez  powołany w 1965 r. Społeczny Komitet Upiększania Miasta Ustronia, w którego skład weszły osoby aktywne w miejscowym środowisku,  między innymi Jan Jarocki, Józef Pilch, Władysław Kośmider, Antoni Małecki, Adolf Lipowczan, Bolesław Zuberek, dyrektor Technikum Kuźniczego Alojzy Waszek, naczelnik miasta Włodzimierz Gołkowski. Wieloletni dyrektor Kuźni Ustroń J. Jarocki inicjuje starania zmierzające do powstania w budynku  dawnej siedziby dyrekcji  huty placówki muzealnej, upamiętniającej historię Ustronia ze szczególnym uwzględnieniem dziejów miejscowego przemysłu. W tym celu późniejszy patron Muzeum gromadzi dokumentację oraz zabezpiecza eksponaty, jednocześnie wysuwając postulaty w sprawie ochrony kultury ludowej i zbierania wśród ludności dawnych przedmiotów z przeznaczeniem do ekspozycji. Staraniem J. Jarockiego w 1968 r. powstaje projekt rewitalizacji rzeczonego budynku i jego adaptacji na placówkę muzealną. Na podwórzu planowana jest budowa przeszklonego pawilonu ekspozycyjnego. Jesteśmy przekonani, iż depozyt rzeźby musiał być przewidywany na krótki czas, ponieważ Jarocki planował otwarcie Muzeum w 1972 r., z okazji 200. rocznicy ustrońskiego hutnictwa i kuźnictwa. Plan ten nie został jednak zrealizowany, ku wielkiego rozczarowaniu naszego patrona. W 1972 r. na 200-lecie Kuźni w Zakładowym domu Kultury „Kuźnik” otwarto Salę Historii i Perspektyw jako element działań, zmierzających w przyszłości do utworzenia Muzeum. Od 1979 r. salę tę prowadzi Lidia Szkaradnik, pełniąca do dziś funkcję dyrektora Muzeum Ustrońskiego im. J. Jarockiego (do 2004 r. Muzeum Hutnictwa i Kuźnictwa), która już w  1980 r. kieruje pisma do dyrekcji Muzeum w Cieszynie z prośbą o zwrot rzeźby „Hutnik”. Sprawa jednak nie zostaje zakończona ze względu na nadmiar obowiązków związanych z uruchamianiem placówki muzealnej.

11 grudnia 2013 r.  w siedzibie miejskiego Zarządu Dróg w Cieszynie odbywa się spotkanie z udziałem radcy prawnego Tomasza Szkaradnika, Janiny Strach oraz Alicji Michałek. Podczas dyskusji radca stwierdza, iż w związku z brakiem dokumentacji potwierdzającej przekazanie rzeźby z Ustronia do Cieszyna oraz tytułu prawnego do rzeźby, którego nie posiada żadne z miast, jedynym możliwym rozwiązaniem jest podpisanie umowy – porozumienia między burmistrzami Cieszyna i Ustronia, której przedmiotem będzie przekazanie rzeźby. Sprawa trafia do prawników obu Urzędów Miast.

ROK 2014 – MAMY DOWÓD!

       27 lutego 2014 r. zostaje sporządzone pismo do burmistrza Cieszyna przedstawiające historię oraz sytuację rzeźby, wnosząc, iż „w związku z tym, że z biegiem lat rzeźba „Hutnik” została skomunalizowana i stała się własnością miasta Cieszyna, uprzejmie prosi się o przekazanie jej w formie darowizny miastu Ustroń”.

A już w marcu podczas nieustanych poszukiwań odnalezione zostaje zbawiennie pismo, sporządzone 19 marca 1966 r., a  skierowane do Wojewódzkiej Rady Narodowej – Wydziału Kultury i Konserwatora Zabytków w Katowicach, które cytuję w całości: „Społeczny Komitet Upiększania Miasta Ustronia zwraca się do Wojewódzkiego Konserwatora przy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej z uprzejmą prośbą o zezwolenie na przeniesienie figury hutnika znajdującej się w Muzeum Regionalnym w Cieszynie (przy ul. Regera) z Cieszyna do Ustronia. Figura stała w budynku przy ul. Hutniczej w Ustroniu w czasach kiedy w Ustroniu istniała huta Klemensa (Elżbiety). Po zlikwidowaniu huty w Ustroniu (przeniesienie jej do Trzyńca) budynek administracyjny tej huty zamieniono na mieszkania dla pracowników obecnej Kuźni Ustroń. Figurę o której mowa przeniesiono do budynku fabrycznego przy ul. 22 Lipca 27, a stamtąd przeniesiono po II wojnie światowej do Muzeum w Cieszynie. Obecnie Społeczny Komitet Upiększania Miasta Ustronia wraz z Zarządem Kuźni Ustroń zamierza w związku z 200-letnią rocznicą powstania przemysłu metalowego w Ustroniu (na Śląsku Cieszyńskim) wszystkie obiekty i pamiątki zinwentaryzować, zabezpieczyć i udostępnić dla licznie przybywających do miejscowości wczasowiczów, aby stanowiły one pomniki tradycji przemysłowej w miejscowości letniskowo – wypoczynkowej jaką jest Ustroń. Figurę hutnika zamierza Społeczny Komitet postawić obok szkół zawodowych w Ustroniu, które zostały zbudowane na fundamentach dawnej huty”. Podpisano: przewodniczący Alojzy Waszek oraz sekretarz Marian Żyromski. Jako załącznik wystosowano jedyne istniejące zdjęcie posągu. Odpowiedź z dnia 26 kwietnia t. r. dowodziła, iż adresat przychyla się do prośby i zobowiązuje się nie czynić żadnych przeszkód w nowej lokalizacji figury, a kosztami demontażu i transportu obciążony zostaje wspomniany Komitet w Ustroniu. Jednak, jak wiemy, rzeźba wówczas nie powraca.

ROZWIKŁANA ZAGADKA LOSÓW „HUTNIKA”

     Dowiadujemy się natomiast, co działo się z „Hutnikiem” przez całą I poł. XX w. Wyjaśnić tu należy, iż przy  dawnej ul. 22 Lipca 27 (obecnie Daszyńskiego 61) znajduje się do dziś pokaźna kamienica wzniesiona ok. 1850 r. jako dom mieszkalny dla zarządu Młotowni „Adam”, a dalej Arcyksiążęcego Zakładu Budowy Maszyn i „Brevillier – Urban”. To tutaj 20 października 1880 r. hutmistrz Emil Kuhlo podejmował obiadem cesarza Franciszka Józefa I.   W okresie przeniesienia w tamto miejsce rzeźby okazały dom z pięknym ogrodem otoczonym wysokim murem zamieszkiwany był okresowo przez zarząd firmy Brevillier – Urban, przebywający na stałe w Wiedniu. Po II wojnie światowej nastąpiła komunalizacja budynku, zatem posąg oddano w depozyt.

HUTNIK POWRACA!

     W październiku 2014 r. podczas sesji Rady Miejskiej Cieszyna podjęto uchwałę o przekazaniu rzeźby do Muzeum Ustrońskiego, o czym informował nawet Głos Ziemi Cieszyńskiej. Ze względu na wybory samorządowe sprawa znów stanęła w miejscu. Wreszcie, 10 sierpnia 2015 r. „pomiędzy Przekazującym – Muzeum Śląska Cieszyńskiego reprezentowanym przez Mariana Dembinioka – dyrektora Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie oraz Przejmującym Muzeum Ustrońskim w Ustroniu reprezentowanym przez Lidię Szkaradnik – dyrektor Muzeum Ustrońskiego im. Jana Jarockiego w Ustroniu przy uczestnictwie Gminy Cieszyn reprezentowanej przez Ryszarda Macurę – Burmistrza Miasta Cieszyna podpisane zostaje porozumienie na mocy którego Przekazujący przekazuje Przejmującemu kamienną rzeźbę przedstawiającą postać hutnika, wykonaną w latach 90. XVIII w., ściśle związaną z historią miasta Ustronia”.

Hutnik przed powrotem do Ustronia

„Hutnik” w dniu powrotu do Ustronia z inicjatorką jego przeniesienia Alicją Michałek

Epilog

       Przygotowania do ostatecznego przejęcia rzeźby trwały kilka tygodni. Był to czas dopracowywania od nowa wszystkich szczegółów, niezliczonej ilości telefonów, ustalenia właściwej daty, redagowania dodatkowych pism oraz e-maili. Wreszcie 14 października 2015 r. o 9.00 przybyliśmy do Cieszyna. Ze względu na kaliber akcji oraz dźwig HDS dzięki uprzejmości Miejskiego Zarządu Dróg w Cieszynie wyłączono z ruchu 4 stanowiska parkingowe od ul. Limanowskiego, przed bramą do Parku Pokoju. Za sprawą Janiny Strach udostępniono nam mały ciągnik, swobodnie poruszający się w alejkach parku, którego operatorem był Sławomir Raszka. Muzeum Ustrońskie zapewniło z kolei, zgodnie z oświadczeniem wydanym Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków, czterech silnych mężczyzn, którzy dokonali odspoinowania oraz bezpiecznego załadownia posągu na ciągnik, który dowiózł nasz „skarb” do dźwigu HDS. Byli to Grzegorz Kubień, kierujący muzealnym skansenem, Zbigniew Michałek oraz Roman Miczko z pomocnikiem. Za triumfalny  powrót całego i zdrowego „Hutnika” do Ustronia odpowiedzialny był Michał Front z ustrońskiej firmy „Almet”. Na miejscu z ramienia Muzeum Śląska Cieszyńskiego z rzeźbą żegnała się Irena Prengel – Adamczyk, jako przedstawicielka lokalnej prasy towarzyszyła nam Monika Niemiec z Gazety Ustrońskiej,  zaś całość koordynowała i dokumentowała na wszelkie sposoby autorka tego artykułu. Wszystkie działania przebiegły zgodnie z planem, nadzwyczaj szybko i sprawnie. W ten sposób po tylu próbach i staraniach „Hutnik” powrócił do Ustronia, jest zabezpieczony i czeka na renowację. Był ofiarą nieszczęśliwych wypadków (stracił wszak ręce i nos) oraz biurokracji. Wiele osób pytało czy warto czynić tyle starań dla takiego destrukta, czy nie lepiej stworzyć kopię na jego wzór i podobieństwo?  Moim zdaniem nie. Jest w tym posągu jakaś magia. Tylko on „widział” to, czego nie poświadczy nikt z do dziś żyjących. „Widział” hutę, czuł żar „wielkiego pieca”, „podziwiał” koła wodne w latach swej świetności, był świadkiem ciężkiej pracy odlewników i szmelcerów. Nawet najlepsze multimedia i najbogatsza wyobraźnia, pomimo, że filmików dokumentalnych opartych na archiwaliach stworzyłam już sporo, nigdy nie będą w stanie oddać tej zamierzchłej industrialnej atmosfery.


Highslide for Wordpress Plugin