Aktualności

Prognoza pogody TVP Katowice w naszym Muzeum:)

Dodano w Aktualności dnia Wrzesień 2nd, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

W sobotę, 20 sierpnia, w naszym Muzeum nakręcona została prognoza pogody dla TVP Katowice. Sala wystaw czasowych, na której obecnie znajduje się ekspozycja czasowa „Dawne osiedla i kolonie robotnicze”, zamieniła się w istne studio telewizyjne, pełne świateł i kamer. Zobaczcie zdjęcia, fot. L. Szkaradnik.

DSCF8380

Muzealne inspiracje młodej designerki

Dodano w Aktualności dnia Sierpień 12th, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

Niedawno zwróciła się do Muzeum Ustrońskiego młoda miejscowa artystka Alicja Bąk – Żerebiec,  odnosząca sukcesy w dziedzinie designu, sztuki i pedagogiki. Pani Alicja otrzymała zlecenie namalowania barwnego obrazu olejnego na postawie starej, podniszczonej fotografii – portretu pary ustroniaków z czasów I wojny światowej. Należało wiernie dobrać kolory elementów kobiecego stroju cieszyńskiego, odzwierciedlić jego detale,  a nawet szczegóły okładki widocznej na zdjęciu książeczki do nabożeństwa, w czym bardzo pomogło artystce bliższe zapoznanie się w muzealnymi zbiorami, osobiste dotknięcie dawnych strojów, aby poczuć ducha epoki. Udało nam się nawet znaleźć wśród muzealnych zasobów zdjęcie tej samej pary wykonane tuż po wojnie, co było ciekawą niespodzianką. Mężczyzna na zdjęciu ubrany był w zimową wersję austriackiego munduru. Frapowała nas myśl, dlaczego pozuje z szablą, chociaż dystynkcje wskazują, że jest to tylko szeregowy. Jednak na nowoodkrytym zdjęciu mężczyzna nosił na ramieniu opaskę, wskazującą na przynależność do korpusu medycznego. I tu wyjaśniła się tajemnica szabli, ponieważ jak się okazało, właśnie sanitariusze i żołnierze służb medycznych posiadali przywilej jej noszenia mimo niskiego stopnia wojskowego. Muzeum Ustrońskie bardzo lubi współpracę z młodymi ludźmi oraz inspirowanie ich do odkrywania zagadek z przeszłości. Pani Alicja powiedziała: „Wizyta w Muzeum Ustrońskim była dla mnie ciekawym doświadczeniem, ponieważ mogłam skonsultować przedstawione mi przez klientkę z Cieszyna zdjęcie. W Muzeum zapoznałam się z kunsztownymi strojami Śląska Cieszyńskiego, zobaczyłam inne zdjęcia ludzi z tej epoki, różne przedmioty towarzyszące ich życiu, co przybliżyło mi tamte realia. Dzięki temu lepiej zrozumiałam historię życia pary uwiecznionej na starym, czarno-białym zdjęciu.” A na dodatek historia ta dobrze się skończyła, ponieważ sądząc po drugiej fotografii mężczyzna szczęśliwie powrócił z I wojny światowej. Coraz bardziej popularne staje się uwiecznianie na portretach swoich przodków, a Alicja Bąk – Żerebiec jest mistrzynią w tym fachu.AB DESIGN na www

Muzealne eksponaty w Krainie Czarów. Niezwykła sesja autorstwa KATARZYNY SERAFIN!

Dodano w Aktualności dnia Sierpień 3rd, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

    Powszechnie już wiadomo, iż Muzeum Ustrońskie posiada dużą, ciekawą kolekcję dawnych tekstyliów. Kilka miesięcy temu nasz strój  z początku lat 70. XX w. wykorzystała Ania Łęczyńska podczas pokazu mody z czasów PRL w Muzeum Narodowym w Warszawie. A tym razem muzealnymi zbiorami zainspirowała się młoda, utalentowana ustrońska fotograf Katarzyna Serafin, wykorzystując w swoim projekcie „W Krainie Czarów” romantyczną suknię ślubną z trenem z końca  XIX w., zjawiskowo prezentującą się podczas wczesnoporannej sesji na łonie natury w Leśnym Parku Niespodzianek. Z kolei podczas niecodziennych zdjęć z ogromnym pająkiem artystka użyła zabytkowego zestawu z alpaki  – zwierciadełka i szczotki z naturalnego włosia. Muzeum Ustrońskie bardzo chętnie współpracuje z młodymi ludźmi, udowadniając, iż nasza działalność, to nie tylko patetyczne gabloty, ale także ogromne bogactwo przepięknych wzorów, dzięki którym można doskonale połączyć tradycję z nowoczesnością. Fot. Katarzyna Serafin

fot. Katarzyna Serafin

Dzisiejszego ranka nastąpiło bardzo ważne wydarzenie w dziejach naszej rzeźby „Hutnik”

Dodano w Aktualności dnia Lipiec 27th, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

27 lipca o 8 rano nasz „Hutnik” pojechał w góry. Tam przejdzie renowację, którą wykona wybitny rzeźbiarz i kamieniarz z Istebnej Bolesław Michałek, o którym więcej można dowiedzieć się tutaj. Sponsorem renowacji „Hutnika” jest ustrońska firma J.P. Pilch. Serdecznie dziękujemy i z niecierpliwością czekamy na efekt, aczkolwiek, jak powiedział dziś nasz artysta, pośpiech nie jest dobrym doradcą.

 

Zamierzasz zwiedzić Muzeum z rodziną? Mamy dla Ciebie bilet rodzinny.

Dodano w Aktualności dnia Lipiec 27th, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

Bilet rodzinny dla dwóch dorosłych i dwojga dzieci jest w cenie 16 zł. Za kolejne dzieci opłata wynosi również 4 zł. Szczegółowy cennik znajdziesz tutaj

Beilet str przednia-duże

Wypoczywasz w Ustroniu? Koniecznie odwiedź Muzeum Ustrońskie! Tylko u nas pobawisz się zabytkowymi zabawkami, pograsz na przedwojennym pianinie, nauczysz się pisać na maszynie:) Mamy fajną ofertę dla rodzin z dziećmi. Wszelkie atrakcje poniżej:)

Dodano w Aktualności dnia Lipiec 26th, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

oferta na lato

Wernisaż wystawy „Sztuka o charakterze sakralnym i dewocjonalia ze zbiorów ustrońskich parafii, mieszkańców Ustronia i Muzeum Ustrońskiego” – fotorelacja.

Dodano w Aktualności dnia Lipiec 21st, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

        W tegorocznym sezonie letnim do oferty wystawienniczej naszego Muzeum dołączyła sztuka sakralna i dewocjonalia. Najstarszym eksponatem jest Dąbrówka (Dambrówka) z 1728 r. Samuela Dambrowskiego  –  najpopularniejsza księga religijna polskich ewangelików, znajdująca szerokie zastosowanie podczas nabożeństw domowych. Podziwiać możemy między innymi zabytkowe pozytywki z wizerunkami Matki Boskiej z Lourdes, wizerunki św. Antoniego z Dzieciątkiem oraz św. Anny pochodzące z XVIII w., liczne oleodruki, obrazy olejne, rzeźby, figurki gipsowe, starodruki, pamiątki z miejsc kultu religijnego. Ogromne zainteresowanie wzbudza Praskie Jezulatko, gipsowa figura Praskiego Dzieciątka Jezus z drewnianej kapliczce, udostępniona przez rodzinę Kozub z Nierodzimia, cenna pamiątka pochodząca z wielopokoleniowego domu.

W sobotę 9 lipca w Muzeum Ustrońskim odbyło się spotkanie inaugurujące coroczny ustroński Festiwal Ekumeniczny, którego finał stanowić będzie odpust w kościele rzymsko-katolickim p.w. św. Klemensa oraz pamiątka poświęcenia kościoła ewangelicko-augsburskiego ap. Jakuba Starszego. Na wstępie program XII edycji Festiwalu przedstawił prezes Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Ekumenicznego Arkadiusz Gawlik, zapraszając zgromadzonych gości do obejrzenia  wystawy „Sztuka o charakterze sakralnym i dewocjonalia ze zbiorów ustrońskich parafii, mieszkańców Ustronia i Muzeum Ustrońskiego” zrealizowanej wg scenariusza Alicji Michałek. Następnie  dyrektor  Muzeum Ustrońskiego  Lidia Szkaradnik podziękowała wszystkim, którzy udostępnili swe cenne zbiory, wśród nich przedstawicielom parafii obu wyznań, państwu Barbarze i Benedyktowi Siekierkom,  pani  Wandzie Misiorz, państwu Marii i Jakubowi Cieślarom. Specjalnym gościem tego letniego popołudnia był hrabia Marek Wacław Judycki, znawca historii i heraldyki, a zarazem znakomity orator, pisarz, poeta, organizator wystaw i ilustrator z Rudy Śląskiej, który ze swadą wprowadził zgromadzonych w mistyczny świat ludowej religijności. „Spotykamy się w gronie bardzo rodzinnym, bo gdy spoglądamy na ściany tej sali, to tak jak byśmy znaleźli się w rodzinnym swoim domu, domu naszych prababć, babć, często rodziców. Dziś w związku z tzw. nowoczesnym designem nie ma często miejsca na obrazy czy figurki wychodzące z głębokiej wiary, życia codziennego, które jednak poświęcone było pewnym nadrzędnym celom. Bardzo dobrze, że na wystawie te kolekcje znów ujrzały światło dzienne, bo tu możemy przyjść i powrócić do naszych wspomnień”. Prelegent przybliżył gościom istotę i pochodzenie dewocjonaliów – drobnych przedmiotów kultu, zapoznając z ich sięgającą II w. historią i związaną z nimi obrzędowością oraz funkcjami religijnymi. Z sentymentem podzielił się również rodzinną historią obrączek ślubnych jego rodziców, w chwili ciężkiej choroby ojca przekazanych jako wota do Częstochowy. Nasz gość podkreślił związek dewocjonaliów z ruchem pątniczym oraz ich pamiątkowy, przywodzący wspomnienia odbytych peregrynacji, charakter: „Pielgrzymki to przepiękna sprawa dla tych, którzy biorą w nich udział, dla tych, którzy po powrocie witają pątników w parafiach, z których wyruszyli, a również później w gronie rodzinnym, kiedy wyciągają ze swoich plecaków te piękne rzeczy i zaczynają wspominać, a wspomnienia te ciągną się, gdy po latach znów sięgamy do pamiątkowych przedmiotów”. Poświęcenie dewocjonaliów miało głęboki sens w świadomości pielgrzymów – nabierały one cech i walorów świętości, potem zanoszono je z pietyzmem do domu, dbano o to, by nie uległy zniszczeniu. Co ważne, przekazywano je następnemu pokoleniu z intencją podobnego postępowania nadal. Tak uczymy to młode pokolenie, że warto pewne rzeczy zbierać, przywiązywać do nich wagę, warto się nimi zachwycać, warto je czcić. Obok pielgrzymek ważnym miejscem pozyskiwania dewocjonaliów były również odpusty, podczas których tradycja nakazywała zakupienie jakiejś pamiątki. Związane z tym były pewne obyczaje – np. idąc do Częstochowy kupowało się śliwki i przynosiło do domu, gdzie indziej znów gruszki lub inne owoce”. Jako ciekawostkę prelegent zacytował fragment artykułu opublikowanego w 1936 r. w „Gazecie Siemianowickiej”, przedstawiającego bardzo szeroki asortyment dostępnych na odpustowych straganach atrakcji i pamiątek: „Zjeżdżają do nas cyrki, budują strzelnice, stragany do wyciągania ludziom forsy z kieszeni. Na budach odpustowych można było kupić wszystko – i dla ducha, i dla ciała: instrumenty do hałasowania, szczoteczki, grzebienie, lusterka, broszki, naszyjniki, łańcuszki, widokówki, szklanki, szolki ozdobne, piłeczki, serduszka z wierszykami, talerzyki z widoczkami, cygarniczki, popielniczki, notesiki, lalki, gwizdawki, szczyrkowki (grzechotki), harmonijki, wiatraczki, pistolety na korki, koguciki i trąbki, ale także różańce, książki do nabożeństwa, obrazki świętych, modlitewniki, śpiewniki – w zeszycikach i na pojedynczych kartkach, figurki aniołków i świętych, ryngrafy, krzyżyki, świeczki, kropielniczki – raj dla dzieci i dorosłych”. Swoje wystąpienie Marek Judycki zakończył, stawiając refleksyjne pytanie, czy przy okazji odpustów, wkrótce czekających nas również w Ustroniu, nazbyt nie angażujemy się w ich sferę cielesną, zamiast myśleć o związanym z nimi aspekcie duchowym. Spotkaniu towarzyszyła projekcja fotografii  rzeźb, wyobrażających drogę krzyżową,pochodzących z kościoła p.w. św. Klemensa, zaś oprawę muzyczną zapewniła Magda Zborek.

Wernisaż wystawy jubileuszowej Andrzeja Piechockiego „Diabli nadali – anieli czuwali” – fotorelacja

Dodano w Aktualności dnia Czerwiec 29th, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

   17 czerwca w Muzeum Ustrońskim odbył się wernisaż wystawy jubileuszowej ustrońskiego artysty Andrzeja Piechockiego pt. „Diabli nadali – anieli czuwali”. Imprezę prowadziła Naczelnik Wydziału Oświaty i Polityki Społecznej Urzędu Miasta w Ustroniu Danuta Koenig, a bliżej bohatera wieczoru przedstawił oraz wydawnictwo okolicznościowe promował dr hab. Marek Rembierz. Ciekawą oprawę muzyczną spotkania zapewnił  Jacek Piechocki. Andrzej Piechocki znany jest wśród ustroniaków jako rzeźbiarz, malarz i poeta, a także jeden z założycieli Stowarzyszenia Twórczego Brzimy. Z zawodu leśnik i nauczyciel,  z zamiłowania przyrodnik. Wraz z Eugeniuszem Białasem wykonawca licznych dioram i instalacji ekspozycyjnych w wielu Ośrodkach Edukacji Ekologicznej. Działa w Ustrońskim Klubie Ekologicznym oraz Towarzystwie Kontaktów Zagranicznych. Zdjęcia z wystawy oraz obszerniejszy biogram artysty znajdziesz tutaj

Industriada 2016 w Muzeum Ustrońskim – reminiscencje

Dodano w Aktualności dnia Czerwiec 29th, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

     Industriada 2016 w Muzeum Ustrońskim była wybitnie udanym świętem. Tego dnia naszą instytucję odwiedziło plus – minus 950 osób. Bardzo dużą popularnością cieszył się darmowy transport pomiędzy poszczególnymi ośrodkami na Szlaku Zabytków Techniki. Wielu turystów zapowiedziało się na kolejny rok. Muzeum Ustrońskie było wypełnione po brzegi już od samego otwarcia. Zwiedzający podziwiali nowe wystawy – historyczne ustrońskie osiedla i kolonie robotnicze oraz dawne biuro. Można było wejść, dotknąć, podejrzeć, niemal zamieszkać w XIX w. W przymuzealnej kuźni wiejskiej dwaj kowale kuli gwoździe, nawiązując do lokalnych tradycji. Jak mówi legenda, w założonej w 1847 r. na ustrońskim „Hamrze” gwoździarni „Wprawny gwoździarz wykuwał bez pomocnika 8-12 kop gwoździ na dniówkę, przy czym były one wykuwane „od oka” jak jeden”. Przez cały wyjątkowy dzień trwała projekcja filmów przedstawiających fascynujące ustrońskie legendy przemysłowe, dzięki którym nasi goście mogli chociaż przez chwilę się wyciszyć, odpocząć i poczuć tajemniczą atmosferę dawnego ośrodka przemysłowego, który po 236 latach przeminął z wiatrem dziejów. Najmłodsi uczestnicy Święta, inspirując się bohaterami legend, wykonywali ciekawe prace plastyczne. Nowością, która zdobyła  serca zarówno dorosłych jak i dzieci oraz młodzieży była gra miejska „Znajdź duchy ustrońskiej huty”. Uczestnik gry otrzymywał mapę, na odwrocie której znajdowało się wierszowane hasło z 15 brakującymi wyrazami.

„Jesteś w Ustroniu, gdzie Wisła i lasy,
Gdzie letnikorze spędzali swe wczasy,
Płonęły Pieca Wielkiego ognie,
Rudę żelaza dawały sztolnie.
Naprzeciw huty Muzeum stoi,
Każdy się w nocy chodzić tu boi,
Duch księcia Alberta ponoć tu straszy,
Strzegąc swej huty po wieczne czasy”

    Szukane brakujące słowa można było znaleźć na specjalnych 15 planszach ukrytych na terenie dawnego założenia Huty „Klemens”. Na każdej tabliczce znajdowała się ciekawa informacja na temat dawnego przeznaczenia obiektu oraz stare zdjęcie. A także fragment hasła. Uczestnicy gry wędrowali szlakiem według mapy, pozyskując ukryte fragmenty zagadki. Mimo wcześniejszych obaw o to, że zadanie może być zbyt trudne, gracze spisali się wyśmienicie, za co zostali nagrodzeni drobnymi upominkami od naszych sponsorów, a po południu konieczny był niemal ciągły dodruk map. Jest to sukces, ponieważ młodsze grupy wiekowe na co dzień trudno jest zainteresować tematyką okołomuzealną i industrialną. Dla poszukiwaczy artystycznych wyzwań wespół z Zamkiem Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie zorganizowano warsztaty wykonywania biżuterii steampunkowej, podczas których każdy mógł nadać nowe życie metalowym przedmiotom, przekształcając je w istne dzieła sztuki z industrialną duszą i lokalnym dodatkiem w postaci kawałków rudy żelaza. Prowadząca zajęcia Wioletta Krauz z niebywałym wdziękiem wdrażała adeptów w arkana nowoczesnej sztuki, a chętnych nie brakowało, przed każdą z kolejnych tur warsztatów przed wejściem do sali ustawiała się kolejka rodem z PRL. Zwieńczeniem dnia była barwna parada starych pojazdów, zarówno samochodów jak i motocykli, legend polskiej i światowej motoryzacji. Cały happening ze swadą prowadził Piotr Pluskowski, a specjalnym gościem był słynny konstruktor motoryzacyjny inż. Wiesław Wiatrak. Wieczorem P. Pluskowski wprowadził najbardziej wytrwałych gości Święta Szlaku Zabytków Techniki w iście industrialne klimaty, przedstawiając zapomnianą postać niezwykłego wynalazcy i konstruktora Józefa Bożka, który już na początku XIX w. budował nietypowe pojazdy napędzane siłą pary.

Dawne sprzęty i akcesoria biurowe – fotorelacja ze spotkania

Dodano w Aktualności dnia Czerwiec 29th, 2016 przez Administrator – Brak komentarzy

   25 maja odbył się w Muzeum Ustrońskim  wernisaż wystawy „Dawne sprzęty i akcesoria biurowe”. Ekspozycja prezentuje zbiory naszego Muzeum oraz ustrońskich kolekcjonerów Benedykta Siekierki i Przemysława Korcza. Spotkanie rozpoczęła prezentacja zdjęć dawnych biur, po czym jej autorka, Alicja Michałek, opowiedziała o muzealnych eksponatach zgromadzonych na wystawie: „Montaż takich wystaw, to dla nas czysta przyjemność. Możemy czerpać z naszych zasobów, których większa część pozostaje przez większość czasu w magazynach, puścić wodze fantazji, a dodatkową przyjemnością jest obcowanie ze zbiorami tak znakomitych kolekcjonerów jak panowie Benedykt i Przemysław. Najstarsze eksponaty pochodzą z czasów austriackich, z ostatnich dziesięcioleci XIX w., większość z okresu międzywojennego, a najnowsze to powojenna Kuźnia. Główną cechą naszej działalności jest udostępnianie gościom nie tylko dawnych przedmiotów, ale także przybliżanie atmosfery wnętrz, stąd manekiny i scenki rodzajowe. Tylko u nas można wejść do dawnej kuchni, łazienki, zajrzeć do kredensu, szafy. To robi na odbiorcach wielkie wrażenie, a przy tym mogą sobie lepiej wyobrazić realia życia swych przodków. W każdym szanującym się dawnym biurze była poczekalnia, petenci mogli napić się wody z eleganckich karafek, a także poczytać prasę, my prezentujemy tutaj gazety popularne na początku XX w. Dalej widzimy fachowca przy desce kreślarskiej z szeregiem dawnych planów, suwaków logarytmicznych oraz kompletów cennych niegdyś przyrządów geometrycznych. Po czym przechodzimy do sceny w biurze najważniejszej – do gabinetu dyrektora. Wnętrze to jest utrzymane w  austriackim klimacie, dyrektor ma bokobrody i  cylinder chapeau claque, obok niego niego widzimy sekretarkę, obsługującą centralę telefoniczną, unikatowy zabytek pozyskany z ustrońskiej Kuźni, a przy biurku dyrektora oraz w sąsiedztwie siedzą maszynistki, czyli dodatkowe pomoce zatrudnianie do przepisywania pism na maszynie. Sekretarka pracuje przy zabytkowym biurku, zdobytym specjalnie tę wystawę, przy którym sortuje bogatą korespondencję, której wiele zachowało się w naszych zbiorach (…). W każdym szanującym się biurze była także asystentka – kelnerka, zatrudniona do roznoszenia posiłków wśród obsługi, scena ta dodaje naszej wystawie subtelności i koloru. Teraz zaprezentuję Państwu unikatowy mebel – komodę z wąskimi szufladkami służącą do sortowania drobiazgów, spotykaną zarówno z sklepach jak w i biurach, ponieważ widzimy niemal identyczny model na zdjęciu obok . Komoda ta, przekazana do Muzeum przez panią Elżbietę Sikorę, pochodzi ze sklepu bławatnego Ludwika Lipowczana (…). A dalej oglądać możemy kredens przeznaczony na książki i dokumenty oraz maszynę do liczenia (kręciołek) przekazane nam jako spuścizna po patronie naszego Muzeum Janie Jarockim”

   Następnie zabrał głos Przemysław Korcz, który przedstawił zebranym ciekawą opowieść pt. „Urzędnicy Najjaśniejszego Pana”,  na początku odtwarzając  tzw. „Hymn Ludowy” skomponowany przez J. Haydna. „Jego melodia dziś niestety często źle nam się kojarzy, ponieważ w 1922 r.  została przejęta przez Niemców ze słowami „Deutschland, Deutschland űber alles”. A nie powinna, bo jest to piękna pieśń wykonywana w 11 językach Monarchii Austro-Węgierskiej. Moja opowieść to 51 lat istnienia pewnego państwa – od 1867 do 1918 r. Było to bardzo ciekawe państwo, w którym żyli nasi dziadkowie, dlatego warto by było poznać jego historię trochę bliżej. Przez niektórych jest uważane za pierwowzór Unii Europejskiej. Co ciekawe, Austro-Węgry nie miały języka państwowego. Język niemiecki był wprawdzie swego rodzaju linqua franca, ale nie był on językiem narzucanym – wielu funkcjonariuszy czy urzędników w ogóle go nie znało i nie było to podstawą, by tego urzędu nie mogli sprawować. Cesarz Franciszek Józef I bardzo sprawnie kontrolował pracę swych urzędników często odwiedzając wszystkie kraje koronne wchodzące w skład państwa. Trzykrotnie był również w Ustroniu. Bardzo sławne są też wyprawy ludzi na dwór do cesarza, którzy mogli mu swoje sprawy przedstawić. On tych ludzi przyjmował i prawie z każdym potrafił porozmawiać w jego ojczystym języku. Często mówi się, że w cesarstwie była bardzo rozbudowana biurokracja, tymczasem w 53 milionowym kraju w 1910 r. było 400 tysięcy urzędników. Czy to jest dużo? Polska dzisiaj jako niespełna 40 milionowy naród ma 700 tysięcy urzędników. Jacy byli ci ludzie? Dziś na austriackich urzędników patrzymy z perspektywy stereotypów, które zakorzeniły się głównie dzięki Jarosławowi Haszkowi. Jego felietony pokazują ich w  świetle humorystycznym, prześmiewczym, ale z tego można wydobyć dosyć sporo informacji. „Przydarzyło mi się takie nieszczęście, że pod Dreznem, na wycieczce, podczas której kręciłem się w okolicy tego miasta, przejechał po mnie pociąg pośpieszny. Zostałem tak pięknie rozciągnięty, że trwało półtora roku zanim mnie w szpitalu naprawili. Postanowiłem sobie, że wrócę z wycieczki z powrotem do Pragi za 4 dni, ale trwało to ponad 18 miesięcy. W końcu wszyscy jesteśmy w rękach Boga, ale ja byłem oprócz tego w rękach lekarzy. Wyglądałem strasznie. Co we mnie zostało mojego właściwie nie wiem do dziś. Wiem tylko tyle, że 18 lekarzy i 52 asystentów poskładało mnie z różnych części do kupy i to jest piękne. Otrzymałem zaświadczenie, z czego  zostałem ponownie złożony, żeby móc dalej żyć, jako kaleka, a zaświadczenie to miało 14 stron. Częściowo został mi tylko kawałek mózgu, jakiś fragment żołądka, ok 15 kg mojego własnego mięsa, pół litra własnej krwi. Cała reszta była cudza. Oprócz serca, a i to było zszyte z mojego i serca wolego. Wiedza lekarska święciła istne triumfy. Kiedy mnie wypuścili, poszedłem popatrzyć na swoje resztki pochowane na centralnym cmentarzu w sekcji pogrzebanych części ludzkich, po czym udałem się na dworzec i pojechałem do Pragi ze świadomością, że z wycieczki do Drezna miałem wrażeń chyba najwięcej spośród wszystkich turystów, którzy kiedykolwiek odwiedzili to piękne miasto. W Děčínie zostaliśmy poddani kontroli w austriackim urzędzie celnym. Kiedy wyciągnęli nasze bagaże i chwilę w nich pogrzebali, spojrzenie jednego z celników padło na mnie. Moje szczególne spojrzenie człowieka sztucznie złożonego najprawdopodobniej wzbudziło w tym urzędniku wrażenie, że człowiek w ten sposób patrzący musi przemycać co najmniej sacharynę. Wyglądałem jak pobity przemytnik. „Proszę pokazać walizkę” – polecił urzędnik – „i pójść ze mną do biura”. W biurze otwarli walizkę, przejrzeli ją i nie znaleźli niczego podejrzanego. Aż tu nagle zobaczyli pomiędzy papierami zaświadczenie wystawione w szpitalu w Dreźnie i podpisane przez 18 profesorów i 52 asystentów. „Człowieku!” – powiedzieli do mnie, gdy popatrzyli na zaświadczenie – „Idź pan na górę do naczelnika. W takim stanie nie możesz pan wjechać do Austrii”. Naczelnik Urzędu Celnego jest człowiekiem wielce rzetelnym i poważnie traktującym swe obowiązki. Kiedy popatrzył na zaświadczenie oznajmił – „Ma pan przede wszystkim, jak napisano w zaświadczeniu, tylną część czaszki zastąpioną srebrną blachą. To srebro nie jest puncowane, dlatego płaci pan karę 12 koron. Srebra jest 120 g, wg. stawki urzędowej 6. i stawki 8B, nr paragrafu 946, Przepisów Celnych Austro-Węgier, świadomie chciałeś pan przewieźć niepuncowane srebro, płacisz więc trzykrotną karę, to jest 3 razy 12 – razem 36 koron. Dalej, cło za 120 g srebra – litera B oraz F i G z roku 1902, po zmianie porozumienia międzynarodowego, za gram 10 halerzy, to jest za 120 g – 12 koron. Dalej masz pan lewą kość udową zastąpioną kością końską. To będziemy traktować jako niezgłoszony wwóz kości. W ten sposób przyjacielu szkodzisz pan austriackiemu handlowi zwierzęcymi kośćmi. W jakim celu nosisz pan w sobie cudzą końską kość? Żebyś mógł chodzić? Napiszemy więc w protokole, że kości końskiej używasz pan do celów zarobkowych. Tylko proszę się ładnie przyznać miły panie. Cel zarobkowy to jest bardzo ważna rzecz, ale teraz się to panu nie opłaci, ponieważ my mamy wysokie cło za zatajone zgłoszenia przewozu zwierzęcych kości do Austrii – płacisz pan 24 korony. Dalej jest tu informacja, że 3 żebra zastąpiono metalowymi drutami. Człowieku! Pan przywozisz do Austrii patynę! Wiesz pan, co pana za to czeka? Trzystukrotna kara. Te 3 druty mają wagę 20 g, co daje 1605 koron kary. To jest z pańskiej strony karygodna lekkomyślność. A co ja tu widzę – tu jest napisane, że część pańskich nerek, a konkretnie lewa nerka, została zastąpiona nerką wieprza. Miły panie – wwóz trzody chlewnej z zagranicy do Austrii jest zakazany. Ten zakaz obejmuje też części wieprzy, dlatego też, jeśli chcesz pan się dostać do Czech, nerka musi zostać w Niemczech. Ponieważ na to się nie zgodziłem, tkwię już od 10 lat w Saksonii i czekam, aż agrarnicy, bo sam jestem agrarnikiem, zezwolą na przewóz wieprzów do Austrii. Wtedy wrócę do ojczyzny.” Austriaccy urzędnicy byli w tych czasach, a obecnie przez historyków, oceniani bardzo wysoko. Byli urzędnikami kompetentnymi, byli świadomi wagi własnego zawodu oraz rangi, jaką w społeczeństwie zajmowali i starali się nie nadużywać tych przywilejów, ale nie byli również bezwolni. Wielu urzędników krytykowało rządy i nie spotykały ich za to kary. Sądy również działały sprawnie, więc ten obraz haszkowy jest co najmniej lekko naciągany, natomiast jego felietony przenoszą nas w klimat tego państwa, którego już nie ma, może troszkę z przymrużeniem oka. Był jeden bardzo ciekawy urzędnik sądowy z Tarnowa, który w przerwach pomiędzy prowadzonymi sprawami wsiadał do pociągu w Tarnowie i jechał na Węgry w okolice Tokaju. Tam zjadał obiad i wracał na wieczorne posiedzenia do Tarnowa, do sądu. Miał taki kaprys – to jest historyczny fakt – przez kilkanaście lat robił to 2 razy w tygodniu. Austro-Węgry były państwem bardzo dobrze skomunikowanym, jeśli chodzi o koleje. Była bardzo dobra sieć kolejowa, bardzo szybkie i punktualne pociągi. Myśmy do niedawna nie byli w stanie osiągnąć czasu podróży z Krakowa do Wiednia sprzed 100 lat. W miejscowości Mladá Boleslav żył pewien właściciel sklepu papierniczego. Szanował prawo i od niepamiętnych czasów mieszkał naprzeciwko koszar. W dniu urodzin Cesarza i z okazji innych c.k. austriackich uroczystości wywieszał na swoim domu czarno-żółty sztandar, dostarczał do kasyna oficerskiego lampiony, sprzedawał portrety Franciszka Józefa do karczm żydowskich w powiecie Mladá Boleslavskim i do posterunków żandarmerii. Dostarczyłby te portrety również do szkół w tym powiecie, ale jego portrety nie miały wielkości uchwalonej przez Krajową Radę Szkolną. Powiedział mu to kiedyś w Urzędzie Starostwa C.K. Krajowy Inspektor Szkolny – „Przykro mi bardzo panie Petiška, ale pan nam chcesz dostarczyć Cesarza Pana starszego i dłuższego, niż jest przewidziany w zarządzeniu sławnej Krajowej Rady Szkolnej z dnia 20 października 1891 r. Cesarz określony w zarządzeniu u pana jest nieco krótszy. Dopuszczalny jest jedynie Cesarz Pan o długości 48 cm i szerokości 36 cm. Pański natomiast ma 50 cm długości i 40 szerokości. Protestujesz pan, że masz ponad 2000 portretów monarchy? Nie myśl pan, że nam pan wciśniesz byle co. Ten pański Cesarz Pan to towar pośledniego gatunku i kiepsko wykonany. Wygląda jakby sam nigdy wąsów nie czesał. Na nos mu napaćkali strasznie dużo czerwonej farby, a do tego wszystkiego jeszcze ma zeza.” Nasz gość zaprezentował również kilka interesujących eksponatów ze swej kolekcji. Znalazła się wśród nich pięknie zdobiona, oznaczona inicjałami cesarza Franciszka Józefa szabla, stanowiąca element paradnego uniformu wyższych urzędników austriackich oraz niezwykle cenna fajka wyrzeźbiona z tzw. „pianki morskiej” – rzadkiego minerału występującego tylko w jednym miejscu na świecie – u wybrzeży Turcji. Wyróżnia ją niezwykła barwa,  której nabiera w trakcie użytkowania oraz fakt, iż nie zmienia smaku palonego w niej tytoniu. 

   W trzeciej części spotkania znany ustroński kolekcjoner i miłośnik historii, a zarazem tegoroczny jubilat – Benedykt Siekierka przedstawił zebranym gościom ciekawe eksponaty z własnych zbiorów, które wzbogaciły muzealną wystawę. Znalazła się wśród nich unikalna maszyna do pisania firmy Mignon z 1904 r., na której pisano nie za pomocą klawiatury, lecz specjalnego rysika wskazującego  konkretną literę na tabliczce. Ponadto prelegent zwrócił uwagę na postęp techniczny dokonujący się w sferze wyposażenia biurowego, przypominając, iż jeszcze niedawno powszechnie liczono na suwakach logarytmicznych oraz arytmometrach (popularnie zwanych kręciołkami), zastąpionych w połowie  lat 80. przez pierwsze komputery – ogromne maszyny zajmujące cały duży budynek, a dysponujące pamięcią, która zmieściłaby najwyżej kilka dzisiejszych zdjęć cyfrowych. A całe spotkanie zwieńczyła miła niespodzianka, o której opowiedziała dyrektor Muzeum Lidia Szkaradnik: „Dla naszej instytucji pan Benek Siekierka jest postacią wyjątkową. Od wielu  lat możemy na niego liczyć i to w różnych rolach. Wielokrotnie wypożyczał nam swoje zbiory, np. maszyny do pisania czy instrumenty muzyczne, był wielokrotnie prelegentem zarówno od tematów merytorycznych jak i domowego wyrobu win, czego jest znawcą. Pan Benedykt z małżonką niejednokrotnie byli prelegentami w Oddziale naszego Muzeum. Dlatego postanowiliśmy uczcić jego urodziny pysznym tortem”. Na koniec dla Jubilata zaśpiewała Magda Zborek, a zgromadzeni goście zdegustowali urodzinowy specjał.

Więcej zdjęć z wystawy można zobaczyć klikając tutaj


Highslide for Wordpress Plugin